„Na tropie tajemnic”

Wybuchła wiosna, a z nią wyczekiwane wyprawy. Jedną z nich przeżyli uczniowie klasy V b i V c, ruszając w poszukiwaniu przyrodniczych i architektonicznych tajemnic do Kotliny Kłodzkiej i w Góry Stołowe.

Odkrywali sekretne miejsca i znaki, podążając wzwyż i w głąb, przeżywając przy tym strach, zdziwienie, radość i oczarowanie - jak przystało na prawdziwych poszukiwaczy. Wyprawę rozpoczęli bardzo emocjonalnie, trafiając do Kaplicy Czaszek i tym samym spoglądając śmierci prosto w oczy. Stamtąd przeszli dla ukojenia do parku zdrojowego i skosztowali źródlanej wody przypominającej podobno smak coca - coli, którą przegryzali świeżym czosnkiem niedźwiedzim. Dzielnie pokonywali liczne kamienne schody na szczyt Szczelińca Wielkiego, łudząc się, że wreszcie pojawią się, zapowiedziane przez wyjątkowego przewodnika pana Tadeusza, ruchome schody, a przy nich nieznane dotąd nikomu kury górskie prawodostokowe i lewodostokowe. Z góry spoglądali ku dolinie, w której filmowcy odtwarzali, równie tajemniczy jak kamienne ostańce, świat literackiej Narnii. Czyżby niektóre z tych skał mogły zamykać stworzenia prześladowane przez Złą Czarownicę?... Kolejne tajemnice kryły w sobie podziemne labirynty twierdzy w Kłodzku. Najwięcej emocji wywołały przejścia w replice średniowiecznej osady z górniczymi urządzeniami, gdzie wątłe dziewczynki stawały się siłaczami, a niektórzy waleczni chłopcy – chomikami czy osiołkami. Czary te mogła wyjaśnić, wciąż zawiła dla młodzieńczego umysłu, fizyka. Kulminacją dwudniowej przygody była wizyta w kopalni złota, która z czasem zamiast kruszcu stała się miejscem pozyskiwania strasznej trucizny – arszeniku. Tam młodzi poszukiwacze wędrowali za światłem, zjeżdżali w rynnie, mijali ducha kopalni i jechali hałaśliwą, szaloną kolejką, która wyprowadziła ich w końcu na powierzchnię.

Pozostało pytanie – a może podziemne przejścia Gór Stołowych mają połączenia z naszymi Beskidami?

Aleksandra Stasica