Klasy szóste na wycieczce

29 maja VIa i VIb wraz z opiekunami udała się na trzydniową wycieczkę. Fundusze zbieraliśmy cały rok, cały rok też odliczaliśmy dni do wyjazdu. Piąta rano - zbiórka! Oczywiście, nie obyło się bez niespodzianek, jednej z nas się „przyspało”, więc wyjechaliśmy trochę spóźnieni, ale w komplecie.

Pierwszy punkt programu - Kurozwęki. Mogliśmy podziwiać piękny pałac w kolorze pompejańskiego różu zbudowany przez Kurozwęckich w XIV wieku, kilkakrotnie przebudowywany, zatem ciągle zmieniał się mu styl - od gotyckiego, przez renesansowy, aż po klasyczny. Najpierw zeszliśmy do lochów, później oglądaliśmy komnaty, by na końcu wyjść na taras. Jednak największe wrażenie zrobiło na nas safari - bizon. Z przyczepy ciągniętej przez traktor (super jazda przez wertepy!!!) oglądaliśmy najprawdziwsze amerykańskie bizony oraz inne zwierzęta zgromadzone w małym przypałacowym ZOO.

Następnie udaliśmy się do Sandomierza, to stare i bardzo ważne dla naszego narodu miasto położone na wzgórzach. Oprowadziła nas po nim miła pani przewodnik - Joanna. Zwiedzanie zaczęliśmy od podziemnej trasy, tam usłyszeliśmy legendę o Helenie, która zaprowadziła Tatarów właśnie w podziemne tunele, a była to pułapka, Helena i Tatarzy zginęli. Następnie wspięliśmy się na Bramę Opatowską, skąd podziwialiśmy malownicze widoki. Byliśmy też w zbrojowni, gdzie odbyły się zajęcia na wesoło. Prowadzący je pan poprzebierał nas w różne stroje i zbroje, ale była zabawa. Dobrze, że są takie miejsca, gdzie można dotknąć wszystkiego i nikt nie krzyczy, że to eksponat muzealny. Na koniec zwiedzania Sandomierza udaliśmy się do Zespołu Klasztornego Dominikanów i kościoła św. Jakuba. Miasto to zrobiło na nas duże wrażenie i z pewnością przyjechalibyśmy tu jeszcze raz.

Drugi dzień rozpoczęliśmy od odwiedzenia Muzeum Przyrodniczego w Kazimierzu Dolnym. Eksponaty w nim były niesamowite, ale największą atrakcją okazały się żywe pszczoły i mrówki, które mogliśmy podziwiać w specjalnie przygotowanych do tego szklanych „domkach”. Później „wdrapaliśmy” się na Górę Trzech Krzyży, po wysłuchaniu legendy z nią związanej podziwialiśmy cudowne widoki na okolicę. Kazimierz Dolny, to piękne, zabytkowe miasteczko, niesamowite kamieniczki, nastrojowe kościoły, różnorodne domki, studnia przyklasztorna, przy której, choć znajduje się ona w samym centrum, można się wyciszyć, uspokoić, pomyśleć, bo zbudowana została na dziedzińcu otoczonym z czterech stron wygłuszającymi hałasy wysokimi ścianami.

Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze Puławy. Zobaczyliśmy Pałac Czartoryskich, z którego okien rozpościera się widok na wielki dziedziniec ze stawem. Na dziedzińcu natknęliśmy się na pięć dumnych pawi prezentujących swoje piękne ogony. Pan Sobel chciał jednego pogłaskać, ale ptak niespodziewanie odleciał robiąc niezłe zamieszanie. Z dziedzińca udaliśmy się do parku, gdzie podziwialiśmy Domek Chiński, Domek Grecki, Świątynię Sybilli, z parku wyszliśmy Bramą Rzymską. Szkoda tylko, że komary szalały i kąsały nas wściekle, bo park naprawdę był cudowny.

Wieczorem tego dnia poszliśmy na przepyszną pizzę, niestety, nie mogliśmy jej w spokoju zjeść, bo jedna z dziewcząt wypatrzyła w restauracji na przeciwko Margaret z chłopakiem. Porzuciliśmy więc nasze bagaże, niedojedzoną pizzę, nauczycieli i przykleiliśmy nosy do szyb obserwując bohaterkę dnia! Nie było pamiątkowych zdjęć i autografów, ale nam pomachała, zatem byliśmy choć trochę usatysfakcjonowani.

Trzeci dzień zaczęliśmy od rejsu statkiem po Wiśle, podziwialiśmy przepiękne widoki i zamek w Janowcu. Ostatnim punktem programu było zwiedzanie fantastycznych komnat zamku w Baranowie Sandomierskim, tam też jedliśmy obiad w sali pełnej luster, czuliśmy się jak znamienici goście.

Wycieczka była super! Oczywiście najlepiej było w autokarze i w schronisku. Nocami trochę rozrabialiśmy, bo przecież jak można spać na szkolnej wycieczce?

Ola Kalinowska, Jola Krzus, Martyna Nowak,

Wiktoria Głowacz, Patrycja Bukowczan